Ziemia XXI Wieku

Napisane przez Anię Głębocką

IMG_4975 3.JPG

Anna Głębocka 

Uczennica Liceum

Autorka tekstów aktywistycznych, promujących ekologię i tolerancje

Dokładnie 10 miesięcy temu, w nasze życia wtargnął rok 2020. I, nie ukrywając, zrobił to z wielkim (i nieco zatrważającym) rozmachem. W końcu koronawirus to nie przelewki, prawda? Pandemia tak zawróciła nam w głowach, że zapewne wolelibyśmy zająć się tylko nią. Co jednak nie zmienia faktu, że nie jest to jedyny problem, który nas dotyka lub dotknie w najbliższej przyszłości.

Żyjemy w bardzo niepewnych czasach – stan naszej zie- mi pogarsza się z każdym dniem, każdą godziną, nawet każdą minutą. Przez tyle lat żyliśmy beztrosko, nie martwiąc się o to, co będzie później, że można by pomyśleć, że jedyne co możemy w tym momencie zrobić, to złapać się za głowę i czekać, aż zginiemy w płomieniach.

No, nie ukrywając, to trochę ponura wizja. Ale niestety w pewnym sensie prawdziwa.

Już teraz doświadczamy skutków katastrofy klimatycznej. Od licznych pożarów, przez susze stulecia, aż po masowe wymierania.

Od dziecka mówiono nam, młodym pokoleniom, że mamy jeszcze wiele czasu i nie musimy się martwić,
że nam go nie starczy. Mówiono nam, że n a p e w n o dożyjemy setki, bo przecież w tych czasach ludzie tak długo żyją. I jeszcze do niedawna większość z nas byłaby w stanie w to w 100% uwierzyć. Ale nie teraz.

Nie teraz, gdy wokół nas widzimy początki katastrofy klimatycznej. Nie teraz, gdy raptem parę miesięcy temu Wenecję zalewała woda, a w tym samym czasie Australię i Amazonię trawiły pożary. Nie teraz, gdy co około

25 minut z Ziemi niepowracalnie znika jeden gatunek zwierząt.

Według badań przygotowanych dla międzynarodowej organizacji ekologicznej WWF, w ciągu ostatnich 50
lat populacja fauny zmalała o 60%, a każdego dnia przyczyniamy się do coraz większego jej spadku. I choć codziennie odkrywamy coraz więcej nowych gatunków zwierząt, to również każdego dnia tracimy kolejne, już nam znane. Do tak drastycznego spadku przyczyniliśmy się nie tylko poprzez wycinanie lasów deszczowych, niezrównoważone połowy i kłusownictwo, ale również przez takie „błahostki” jak wyrzucanie do lasów foliowych torebek lub plastikowych butelek i tym podobnych. Krótko mówiąc: wyniszczamy środowisko naturalne, po czym bez wyrzutów sumienia na jego miejscu budujemy nowiutkie autostrady. Niestety, oprócz problemów takich jak katastrofa klimatyczna i nadmierna eksploatacja środowiska naturalnego, istnieje jeszcze jeden, bardzo poważny, mianowicie: śmieci.

I są to śmieci różnego rodzaju: od makulatury, przez metal i szkło, aż po (już osławiony i gloryfikowany przez nasze społeczeństwo) plastik.

Zamiast używać biodegradowalnych lub nadających się do recyklingu materiałów, które moglibyśmy wykorzystać ponownie, wciąż korzystamy z najtańszych tworzyw sztucznych, których użytek przyniesie największe zyski korporacjom. A i tak duża część odpadów ląduje nie w koszach czy na wysypiskach, a poza nimi.

Jedna z największych wysp śmieci znajduje się na Pacyfiku. Według badań fundacji The Ocean Cleanup, jest ona zbudowana w 99% z tworzyw sztucznych i zajmuje powierzchnię o wielkości ok. 1 600 000 km2. Dla porównania -powierzchnia Polski wynosi 312 679 km2.

Ale chociaż nasze rokowania nie mają się za dobrze, to wciąż mamy czas na to, żeby to zmienić. Podczas pandemii koronawirusa pokazaliśmy, że potrafimy działać pod presją czasu. Wstrzymaliśmy gospodarkę dla zwiększenia naszego bezpieczeństwa. Skoro potrafiliśmy to zrobić, to powinniśmy również być w stanie zmienić nasz styl życia aby ocalić nasz gatunek i wiele innych stworzeń. Chociaż może nam się wydawać, że nasze prośby, nasze wołania o pomoc zdają się na nic, to świadomość ludzi na temat zmian klimatycznych, plastiku i nadmiernego wykorzystywania natury się zwiększa.

Niestety, zmiana pojedynczych jednostek nie uratuje Ziemi. I choć na rynku pojawia się coraz więcej korporacji, które faktycznie starają się działać na rzecz naszej planety, to to wciąż nie są wszystkie firmy, nawet nie większość. Dlatego musimy zmienić system. Chodźmy na protesty, wywierajmy presję na politykach i polityczkach, róbmy co w naszej mocy, aby w końcu zaczęto nas słuchać. Bo choć jesteśmy młodzi, to mamy naprawdę wiele do powiedzenia. I to my w przyszłości będziemy odczuwać skutki ich dzisiejszych decyzji. Więc póki wciąż możemy coś zmienić, musimy włożyć w to całe nasze serca. Bo zmiana musi w końcu nadejść. I to od nas zależy, kiedy to się stanie...

I czy nie będzie już za późno.